środa, 26 lutego 2014

Prolog

Usunęłam tamtego posta. Dlaczego? Bo mam w głowie coś lepszego, zaległo mi się w głowie i tyle. Będę pisać tego bloga okazjonalnie, nie tak jak Tu, jednak... Mam genialny pomysł. Zapraszam na nowy prolog. Whatever.



Ja znów śnię? Może to nie sen? Tylko jawa? Albo jawa na śnie? Nie wiem. Co ja tu w ogóle robię? Gdzie ja jestem? Poczułam w mojej głowię pustkę, taką głupią pustkę. Pojebane to wszystko. Wzięłam głęboki oddech. Usłyszałam piękną muzykę. Grę na pianinie, fortepianie. Gra jest idealna. Jakby grał ją sam Chopin. Chwila... Przecież to jest jeden z jego utworów. Żadnego błędu, po prostu istna perfekcja. Powoli wstałam z miękkiego materaca, jednak w mojej głowie pojawiła się myśl. Nie wiem gdzie jestem. Przełknęłam ślinę i odważnie wstałam z łóżka. Podłoga była drewniana, a moje nagie stopy delikatnie gładziły zimne drewno. Gdzie są kurwa moje buty? Siadłam na podłodze i po omacku poszukiwałam czarnych, wysokich szpilek, które mogłabym założyć. Nie jestem dzieckiem... W końcu dotknęłam mego zamszowego obuwia i chwyciłam oba tak, abym mogła atakować ostrym końcem. Taki chujowy obcas, a jednak daje nadzieję na choćby najmniejszą obronę... Pchnęłam delikatnie drzwi i usłyszałam ciche skrzypienie. Przypomniały mi się wszystkie horrory. Dziewczyna wychodzi z pokoju i... Bam! Ktoś uderza ją w szyję siekierą, a głowa odlatuje. Masa krwi... Aż ciarki mi przeszły po plecach. Rozejrzałam się i poczułam ulgę. Niczego tu niema. Tak. TU. Przeszłam przez ciemny korytarz potykając się przez pogruchotaną nogę. No tak. Ostatnie co pamiętam to miły mężczyzna, który zrobił mi z dupy garaż i rozwalił mi nogę. Swoją drogą... Skąd ten bandaż na moim "pięknym", młodym ciele? Przejechałam otwartą dłonią po nodze i skrzywiłam się czując potężny ból. Co było dalej? Potem poszłam do parku. Zapijałam ból sokiem z pomarańczy i starałam się zapomnieć o tym dziwnym dniu. Znowu mnie nie przyjęli... Może jestem aż tak beznadziejna? Albo to oni się nie znają! Dobra. Nie oszukujmy się. Jestem beznadziejna. Ciche granie pianina stawało się coraz bardziej głośne i coraz bardziej zakochiwałam się w utworach mężczyzny. To był koniec jednej "piosenki" i początek nowej. Jeszcze piękniejsza niż poprzednia. Znałam ją skądś. Nagle w mojej głowie pojawiła się kołysanka. Śpiewał mi ją ktoś, grałam ją też na fortepianie. Zaczęłam szeptać jej słowa ze łzami w błękitnych oczach.


 Był sobie król, był sobie paź,
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.

 
Kochał ją król, kochał ją paź,
kochali ją we dwoje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.


Lecz stała się, pewnego dnia,
rzecz straszna niesłychanie.
Króla zjadł kot, pazia zjadł pies,
królewnę myszka zjadła.
Króla zjadł kot, pazia zjadł pies,
królewnę myszka zjadła

 
 Lecz żeby Ci, nie było żal,
dziecino ukochana.
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana. 
    Zaszklone oczy patrzyły się w puchaty dywan. Wszystko znika... Siedziałam na wykładzinie i pieściłam ją opuszkami palców. Wszystko znika... Przetarłam oczy i usłyszałam tą piękną melodię ponownie. Machałam głową w jej rytm i mocno wyciągałam niektóre słowa. Czasem miałam na tyle piskliwy głos, że nie dało się mnie słuchać. Nadawałam się do poważnych piosenek. Jednak w tej chwili usłyszałam ciepły śpiew mężczyzny. Był dość delikatny, zmysłowy. Jednak niesamowicie męski. Miałam przyłożone ucho do ciężkich, drewnianych drzwi. Gdy wczułam się w muzykę... Poczułam dotyk na swoim ramieniu. Wydałam z siebie krótki, lecz głośny krzyk. Słodki rytm gry urwał się natychmiastowo, a ja z przerażeniem wpatrywałam się w postać stojącą przede mną. Był to chłopiec z loczkami zachodzącymi na oczy. Dałabym mu z wyglądu na 8-10 lat. Był uroczy, ale w tym momencie... Dziwnie przerażający.






***
    Siedziałam na bujanym fotelu w kuchni i piłam ciepłą herbatę z mięty machając małymi nogami. Uśmiechałam się do kobiety stojącej przede mną. Teraz był poranek. Okazuje się, że ten chłopiec ma na imię Kirk i ma dziesięć lat. Jego mama to Lily, a mężczyzna, który tak pięknie grał na pianinie to Borys. Był szczupłym mężczyzną o niesamowitym głosie. Jednak teraz nie pora na rozmyślaniu o owym przewspaniałym muzyku. Teraz uśmiechałam się na przemian z obcą, ale piękną kobietą  Zadawała mi pytana. "Jak się nazywasz?", "Gdzie mieszkasz", "Kim są twoi rodzice"... Bla, bla, ble, bli, bla, blu...
Ostatnie co powiedziała do męża to... "Ona nic nie pamięta, prawdopodobnie ma... Amnezje wsteczną, najprawdopodobniej została wywołana tym wypadkiem... Miejmy nadzieję, że to nie jest amnezja  zgeneralizowana... Wtedy byłby problem..."



Zaskoczyłam was tym, że ona ma tylko 7 lat? Miała mieć 17, ale to nic xD