Ja znów śnię? Może to nie sen? Tylko jawa? Albo jawa na śnie? Nie wiem. Co ja tu w ogóle robię? Gdzie ja jestem? Poczułam w mojej głowię pustkę, taką głupią pustkę. Pojebane to wszystko. Wzięłam głęboki oddech. Usłyszałam piękną muzykę. Grę na pianinie, fortepianie. Gra jest idealna. Jakby grał ją sam Chopin. Chwila... Przecież to jest jeden z jego utworów. Żadnego błędu, po prostu istna perfekcja. Powoli wstałam z miękkiego materaca, jednak w mojej głowie pojawiła się myśl. Nie wiem gdzie jestem. Przełknęłam ślinę i odważnie wstałam z łóżka. Podłoga była drewniana, a moje nagie stopy delikatnie gładziły zimne drewno. Gdzie są kurwa moje buty? Siadłam na podłodze i po omacku poszukiwałam czarnych, wysokich szpilek, które mogłabym założyć. Nie jestem dzieckiem... W końcu dotknęłam mego zamszowego obuwia i chwyciłam oba tak, abym mogła atakować ostrym końcem. Taki chujowy obcas, a jednak daje nadzieję na choćby najmniejszą obronę... Pchnęłam delikatnie drzwi i usłyszałam ciche skrzypienie. Przypomniały mi się wszystkie horrory. Dziewczyna wychodzi z pokoju i... Bam! Ktoś uderza ją w szyję siekierą, a głowa odlatuje. Masa krwi... Aż ciarki mi przeszły po plecach. Rozejrzałam się i poczułam ulgę. Niczego tu niema. Tak. TU. Przeszłam przez ciemny korytarz potykając się przez pogruchotaną nogę. No tak. Ostatnie co pamiętam to miły mężczyzna, który zrobił mi z dupy garaż i rozwalił mi nogę. Swoją drogą... Skąd ten bandaż na moim "pięknym", młodym ciele? Przejechałam otwartą dłonią po nodze i skrzywiłam się czując potężny ból. Co było dalej? Potem poszłam do parku. Zapijałam ból sokiem z pomarańczy i starałam się zapomnieć o tym dziwnym dniu. Znowu mnie nie przyjęli... Może jestem aż tak beznadziejna? Albo to oni się nie znają! Dobra. Nie oszukujmy się. Jestem beznadziejna. Ciche granie pianina stawało się coraz bardziej głośne i coraz bardziej zakochiwałam się w utworach mężczyzny. To był koniec jednej "piosenki" i początek nowej. Jeszcze piękniejsza niż poprzednia. Znałam ją skądś. Nagle w mojej głowie pojawiła się kołysanka. Śpiewał mi ją ktoś, grałam ją też na fortepianie. Zaczęłam szeptać jej słowa ze łzami w błękitnych oczach.
Był sobie król, był sobie paź,
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
i była też królewna.
Żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
żyli wśród róż, nie znali burz,
Rzecz najzupełniej pewna.
Kochał ją król, kochał ją paź,
kochali ją we dwoje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
kochali ją we dwoje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
Królewna też kochała ich,
kochali się we troje.
Lecz stała się, pewnego dnia,
rzecz straszna niesłychanie.
Króla zjadł kot, pazia zjadł pies,
królewnę myszka zjadła.
Króla zjadł kot, pazia zjadł pies,
królewnę myszka zjadła
Lecz żeby Ci, nie było żal,
dziecino ukochana.
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
dziecino ukochana.
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
Z cukru był król, z piernika paź,
królewna z marcepana.
Zaszklone oczy patrzyły się w puchaty dywan. Wszystko znika... Siedziałam na wykładzinie i pieściłam ją opuszkami palców. Wszystko znika...
Przetarłam oczy i usłyszałam tą piękną melodię ponownie. Machałam głową
w jej rytm i mocno wyciągałam niektóre słowa. Czasem miałam na tyle
piskliwy głos, że nie dało się mnie słuchać. Nadawałam się do poważnych
piosenek. Jednak w tej chwili usłyszałam ciepły śpiew mężczyzny. Był
dość delikatny, zmysłowy. Jednak niesamowicie męski. Miałam przyłożone
ucho do ciężkich, drewnianych drzwi. Gdy wczułam się w muzykę...
Poczułam dotyk na swoim ramieniu. Wydałam z siebie krótki, lecz głośny
krzyk. Słodki rytm gry urwał się natychmiastowo, a ja z przerażeniem
wpatrywałam się w postać stojącą przede mną. Był to chłopiec z loczkami
zachodzącymi na oczy. Dałabym mu z wyglądu na 8-10 lat. Był uroczy, ale w
tym momencie... Dziwnie przerażający.
***
Siedziałam na bujanym fotelu w kuchni i piłam ciepłą herbatę z mięty
machając małymi nogami. Uśmiechałam się do kobiety stojącej przede mną.
Teraz był poranek. Okazuje się, że ten chłopiec ma na imię Kirk i ma
dziesięć lat. Jego mama to Lily, a mężczyzna, który tak pięknie grał na
pianinie to Borys. Był szczupłym mężczyzną o niesamowitym głosie. Jednak
teraz nie pora na rozmyślaniu o owym przewspaniałym muzyku. Teraz
uśmiechałam się na przemian z obcą, ale piękną kobietą Zadawała mi
pytana. "Jak się nazywasz?", "Gdzie mieszkasz", "Kim są twoi rodzice"...
Bla, bla, ble, bli, bla, blu...
Ostatnie co powiedziała do męża to... "Ona nic nie pamięta, prawdopodobnie ma... Amnezje wsteczną, najprawdopodobniej została wywołana tym wypadkiem... Miejmy nadzieję, że to nie jest amnezja zgeneralizowana... Wtedy byłby problem..."
Zaskoczyłam was tym, że ona ma tylko 7 lat? Miała mieć 17, ale to nic xD
Ostatnie co powiedziała do męża to... "Ona nic nie pamięta, prawdopodobnie ma... Amnezje wsteczną, najprawdopodobniej została wywołana tym wypadkiem... Miejmy nadzieję, że to nie jest amnezja zgeneralizowana... Wtedy byłby problem..."
Zaskoczyłam was tym, że ona ma tylko 7 lat? Miała mieć 17, ale to nic xD